Przedświąteczne Kowalskich rozmowy
Irena Ślaska-Bell
- Połowa listopada a ciągle zimno w tej Kanberze, jak patrzę w telewizji na pogodę w Queensland, to już bym chciała się tam przenieść. Przecież zimą w naszych łóżkach uszy przymarzają do ściany. Nie zostanę tu na następną zimę - mówi mama Kowalska.
- Przestań mnie męczyć z tym Queensland - mówi tata Kowalski - przecież obydwoje mamy tu pracę, tam trzeba mieszkać, gdzie się ma posadę. Cieszmy się, że nas nie zwolnili, bo się bardzo tego obawiałem. Jak trochę zaoszczędzimy, to się wybierzemy na Gold Coast do Surfers Paradise.
- Było w telewizji - mówi Jasio - że w Surfers Paradise coraz gorzej: rabunki, napady - ludzie boją się wychodzić wieczorem na ulicę i coraz mniej turystów japońskich.
- Ja wcale nie chcę mieszkać w Queensland, u nas w Kanberze pięknie - klimat europejski, blisko gór, czysto. Przecież jeszcze parę tygodni temu był tata ze mną w Thredbo - ale żeśmy sobie poszaleli - na górze pełno śniegu.
- Tak synku - mówi tata Kowalski - ale dobrze, że sezon narciarski się skończył - to bardzo drogi sport, sam wyciąg narciarski 60 dolarów od osoby. A gdzie reszta?
- Ja tam wolę nasz najpiękniejszy na świecie ocean i tylko tutaj, koło Bateman’s Bay - wtrąca się słodka Dżulia.
- Tak - przytakuje mama Kowalska - pojedziemy do “Uladula” koło Batemans Bay.
- Nie mówi się Uladula - tylko Ala Dala - mówi Jasio. Denerwuje mnie, jak mamy pretensje do Australijczyków, że mówią Kozjosko na Kościuszkę, a wiele z nas mówi Wuden, Maniuka, a jedna starsza pani powiedziała Malborg zamiast Melbourne - i nikt do nas nie ma o to pretensji. W końcu to my przyjechaliśmy do Australii, a nie Australia do nas.
- Zostawmy ten temat - mówi mama Kowalska - bo się narazimy - tegoroczne święta spędzimy w domu, a Wigilię urządzimy razem z Nowakami, chociaż zrobili się trochę dziwni, odkąd wrócili z Polski.
- Oni bardzo tęsknią za Krajem - mówi tata Kowalski - chcieli zostać w Polsce na stałe, ale coś im tam nie wyszło, dobrze, że domu nie sprzedali.
- Ja już nie lubię Rebeki - wtrąca słodka Dżulia - bo odkąd wróciła z Polski nie chce wcale do mnie mówić po angielsku i się kłóci ze mną, że w Warszawie są lepsze ciastka u pana Bliklego.
- Mówiąc o ciastkach - to cieszę się, że w tym roku nie muszę zajmować się pieczeniem - jest wspaniały polski sklep, są tam ciasta rozmaite i są szynki świąteczne, pierogi i uszka z grzybami - mówi mama Kowalska.
- A ja tam widziałam śliczne bombki na choinkę - kupisz nam, mamusiu? - odzywa się Jasio. - Nudy będą w tej Ulla Dulla. Ciągle tylko plaża i smarowanie sun-blockiem, chyba zabiorę komputer!
- A ja chcę mój prywatny telewizor z sypialni, bo tam będzie tylko w salonie - mówi Dżulia.
- Będziesz budować zamki z piasku, robić babki i łowić kraby - trzeba odpocząć od cywilizacjii - mówi mama Kowalska.
- A ja ciągle jeszcze nie rozumiem - wtrąca tata Kowalski - dlaczego tutaj w biurach wszystkie Christmas Party są przed Świętami. Przecież w Polsce to Adwent -nie brało się ślubów, nie tańczyło się. Dopiero po Sylwestrze zaczynał się karnawał.
- Pamiętasz naszego Sylwestra w Filharmonii w Warszawie? Pół roku oszczędzałam na moją sylwestrową kreację - mówi rozmarzona mama Kowalska - a tutaj po Świętach spokój.
- A co będziemy robić jak wrócimy z tego urlopu, przecież ciągle jeszcze będą szkolne wakacje - pyta Dżulia.
- Będziecie się wymieniać z Nowakami. Wy trochę u nich, a Michał i Rebeka u nas. Jakie to szczęście, że już was można zostawić samych, nie musimy zatrudniać baby-sitter. Ale co mają robić te rodziny, co mają małe dzieci w szkolnym wieku? martwi się mama Kowalska.
- Słyszałem - mówi Jasio - że jedna pani otworzyła przedszkole, ma tam być fajnie, bo kupiła nawet taką dużą balię - niby basen.
- A swoją drogą, co roku ludzie mają ten sam problem, co robić z dziećmi w czasie szkolnych wakacji - mówi tata Kowalski. Pamiętasz, jak my spędzaliśmy w Polsce wakacje, jak byliśmy w ich wieku? Wyjeżdżaliśmy na kolonie: w góry, nad morze i jeziora - całe dwa miesiące poza domem. Jak miałem siedem lat jeździłem na obozy harcerskie. Raz to było fajno, pamiętam, bo zwichnąłem rękę i byłem zwolniony od obowiązków.
- Pamiętam też - wtrąca mama Kowalska - jak wracaliśmy z kolonii pociągiem, wszyscy rodzice czekali na peronach i mówili “ale się opaliłaś, czy miałaś dosyć jedzenia?”
- Tutaj też są obozy harcerskie, jest nawet polski, nazywa się “Bielany”, ale to w Sydney, niestety - mówi Jasio. Ale wszyscy moi koledzy będą siedzieć w domu, bo rodzice nie mają pieniędzy, w lutym z przyjemnością wrócą do szkoły. A może podłapię jakąś pracę, pakowanie lub sprzątanie w supermarketach, trochę sobię zarobię - przyda mi się.
- Oj dzieci, dzieci nie narzekajcie - mówi mama Kowalska - mieszkacie w pięknym kraju w pięknym mieście, mamy dom, auto, komputer, trzy telewizory, a nam jak byliśmy w waszym wieku w Polsce - nawet się nie śniło o takich luksusach. Jak moja mama tu była dwa lata temu to powiedziała, że wszyscy mamy tu poprzewracane w głowach. Ale cieszę się, że Nowakowie wrócili - Nowakowa koniecznie chciała zostać w Polsce na stałe. “Warszawa piękna” mówiła, ale drożyzna taka, że jeszcze trochę a by przejedli pół domu.
- A co w tym roku chcecie pod choinkę?
- Chcemy psa dla mnie i kota dla Dżulii - mówi Jasio - i przyrzekamy, że się będziemy nimi opiekować. U pani Ireny jest ta mała Effie - piesek i ślicznie się bawi z kotkiem sąsiadów.
- Dobrze, dobrze, pomyślimy o tym. A teraz idę pogrzebać w moim aucie.
Irena Ślaska-Bell