POLECAMY!

W moich wędrówkach po sklepach spotykam różnych sprzedawców. Jedni są mili - inni nie. Jednym zależy na tym, żebym coś kupiła, innym - żebym wyszła i przestała im suszyć głowę. Jeszcze innym - żebym kupiła albo nie, ale wyszła zadowolona. I wróciła. I tych lubię najbardziej. Cenię sprzedawców, którzy namiawiają mnie do kupienia tańszego produktu, bo bardziej odpowiada temu, czego szukam. Mówicie Państwo, że droższy produkt musi być lepszy? Nie zawsze. Samotnej pani Ewie, która nie znosi siedzenia w kuchni i prawie wszystko kupuje gotowe, niepotrzebny jest robot kuchenny za kilkaset dolarów, choćby był najlepszej jakości. Wystarczy jej mały mikser za kilkadziesiąt. Ten sam robot zaoszczędzi wielu godzin pracy Joannie, która lubi gotować i ma dom zwykle pełen gości. Ten sam produkt - świetny zakup dla jednej klientki, zupełnie bezsensowny dla drugiej. Podejrzewam, że każdemu z nas zdarzyło się kupić coś, czego wcale nie potrzebujemy tylko dlatego, że urocza ekspedientka potrafiła nas do tego nakłonić. Dlatego doceniam sprzedawcę, dla którego ważniejsze jest, żebym dobrze wydała pieniądze niż to, żeby on na mnie zarobił.

Przedstawiam Państwu miejsca, gdzie zazwyczaj chodzę, żeby kupić, zobaczyć, co nowego, zapytać o radę. Miejsca, w których jakość, ceny i obsługa są takie, jakie być powinny.

Polecam:

- Mountain Creek Wholefoods, Griffith Shops, tel. 295 1474. Każdy, komu zależy na kupieniu żywności nie zatrutej chemikaliami, powinien być częstym klientem tego sklepu. Można tam kupić świeżo mieloną mąkę (inną na ciasto, a inną na chleb), płatki owsiane, pszenne itd., różne rodzaje fasoli, soję, soczewicę, nasiona lucerny (alfalfa) - bardzo podobnej do naszej rzeżuchy, ryż, pszenicę i ziarna innych zbóż, oleje, zioła, chleby, tofu, jogurt z mleka owczego (pycha!), kukurydzę do prażenia. Można wypić sok, pobobrować w książkach o zdrowym żywieniu, kucharzeniu i nie tylko o tym (John powiedział mi z dumą, że można u niego kupić książki, które gdzie indziej są nie do zdobycia, prawdziwe białe kruki!). Najlepiej pójść i zobaczyć samemu. Mają tam m.in. znakomity chleb, zrobiony wyłącznie ze zmielonych, skiełkowanych ziaren pszenicy - bez mąki, drożdży, wody - (sprouted wheat loaf) albo żyta (rye loaf), radzę spróbować! Niektóre produkty, np. sprowadzane w niewielkich ilościach można specjalnie zamówić, żeby nie jeździć na próżno (ja tak zamawiam właśnie chleb). Wiele z wymienionych przeze mnie ziaren i nasion można nastawiać w domu do skiełkowania i przygotowywać z nich smaczne, tanie i zdrowe posiłki. Zainteresowanych proszę o telefon, służę przepisami.

- Joseph’s Al Quality Fruit & Vegetables, Shop 12, Fyshwick Market - głównie owoce i warzywa hodowane bez nawozów sztucznych, środków ochrony roślin i innych trujów. Raj na ziemi dla ziemniakojada! Takiej rozmaitości ziemniaków, jaką mają w tym sklepiku nie widziałam nigdzie indziej. Polecam zwłaszcza okrągłe, nieduże kartofelki o fioletowej skórce, przeznaczone na gnocchi (coś w rodzaju naszych kluchów kopytek, mam wspaniały przepis!), oraz ziemniaki do pieczenia w łupinkach. Sklepik jest nieduży i ma sporą “warzywną” konkurencję, jako że Fyshwick z warzyw słynie, a mimo to na brak klientów nie narzeka! Pewnie dlatego, że coraz więcej osób woli nie skażoną chemią żywność. Mnie smakują te różne specjalne ziemniaki, a poza tym bardzo lubię właściciela, przemiłego pana, który zawsze da się naciągnąć na krótką rozmowę...

- Bruno’s Truffels, Shop 6, Narrabundah Shops, tel. 2957584. Grubasom radzę trzymać się od niego z daleka. Najlepiej nie czytać tego, co dalej napisałam o sklepie Bruna i wrócić do opisu sklepów ziołowych i warzywnych.. Nic z tego? No dobrze, łakomczuchy, czytacie to na własną czekoladową odpowiedzialność! Według mnie takiej czekolady, jaką robi Bruno, nikt inny robić nie potrafi.

Wystarczy wejść do sklepu, od samego patrzenia i wąchania przybywa parę centymetrów w biodrach! Poza jednak różnymi słodkościami można tam kupić pyszne chleby i bułki, pszenne i żytnie, nawet z orzechami, i prawdziwe polskie kajzerki (moje ulubione). Pieczywo jest bardzo europejskie w stylu, nie ma żadnego porównania między tymi wypiekami a sprzedawanym w innych sklepach chlebem o wyglądzie gąbki i smaku papieru. Najlepiej pojechać, kupić, spróbować, wybrać to, co najlepiej smakuje, zadzwonić do sklepu i zamówić (największy wybór w soboty rano!). A po odbiór wysyłać szczuplejszych członków rodziny!

- The Cheesecake Shop, ja kupuję w tym w Dickson. Nie mam litości, ten sklep też polecam tylko niektórym. Ciacha są tam duże, ale można kupić pół. To “pół” można zjeść we dwoje i odchorować, albo obdzielić kilkuosobowe przyjęcie i dla każdego starczy. Żartuję, odchorować się nie da nawet gdyby się jadło do pęknięcia szwów, próbowałam, proszę mi wierzyć! Mojemu mężowi najbardziej smakuje ciasto z orzechami i miodem, synowi - czekoladowe ze schowanymi w środku ptysiami z budyniem (jest takie, wcale nie zmyślam!), a mnie Black Forest. I ciasto z jabłkami. I tort orzechowo-kawowy. I ciasto bananowe. I taki sernik z galaretką, mniam! Oj, przepraszam chyba się zapędziłam... Są również zapiekanki warzywne, a wszystko świeżutkie. Ciekawostka, którą usłyszałam kupując kolejne ciasto: sklepy Cheesecake założyli w Sydney dwaj młodzi Polacy, Robert i Warwick Konopacki; mają teraz 108 sklepów w całej Australii i mnóstwo poza. W Ameryce te sklepy nazywają się...”Mamuśka”!

Czytelnicy, którzy wydadzą w sklepie Cheesecake minimum 10 dolarów i przedstawią kupon wydrukowany na str. 19 Kroniki otrzymają bezpłatnie tzw. “sample cake” (ciasto wielkości talerzyka deserowego). Oferta ważna jest do 31 października 96 w sklepach w Dickson, Badham St. oraz Phillip, Botany St. Popierajmy więc biznes prowadzony z takim powodzeniem przez naszych rodaków i smacznego!

Grażyna A. Szewczyk